Nasza strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o ich funkcji oraz możliwości dokonania zmian w Twojej przeglądarce.
Korzystając z http://www.impelwroclaw.pl wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij


Aktualności

Wielkie widowisko w Orbicie, niespodzianka na wyciągnięcie ręki

17.12.2017

Cóż to było za spotkanie we Wrocławiu! Walka punkt za punkt, niemożliwe obrony, piorunujące ataki i emocje do ostatniego gwizdka. Taki mecz zafundowały wrocławskiej publiczności siatkarki Impela, mierzące się w ramach 10. kolejki Ligi Siatkówki Kobiet z zespołem Mistrzyń Polski, Chemikiem Police.

Wrocławska publiczność miała tego wieczoru nadzieję na siatkówkę z prawdziwego zdarzenia. Nadzieje niebezpodstawne bo do hali Orbita przyjeżdżał najbardziej utytułowany w ostatnich latach klub w Polsce, etatowy zdobywca tytułu Mistrza kraju, zespół naszpikowany gwiazdami światowego formatu. Widać było po Impelkach, że do tego pojedynku podchodzą wyjątkowo skoncentrowane. Sztab szkoleniowy zapowiadał z resztą, że nie interesuje nikogo w klubie to, kto jest typowany na faworyta. Wiadomym było, że Impel zamierza dopisać sobie kolejne punkty w tabeli LSK i zrobi wszystko co w jego mocy, by zwyciężyć przed własną publicznością.

 

Zaczęło się bardzo mocno. I to już podczas rozgrzewki. Po zagraniach zawodniczek obu ekip widać było, że nikt tu nie chce dostać nic za darmo, a na pewno się tego nie spodziewa. I słusznie. Pierwszy set przebiegał w taki sposób, że mógłby być scenariuszem do hollywoodzkiego filmu. Było wszystko, czego po takiej produkcji można oczekwiać - poświęcenie, niesamowite obrony, piorunujące ataki, zażarta walka i niespodziewane zwroty akcji. I właśnie zwrot akcji był najbardziej zapamiętanym przez wszystkich elementem tej partii. Gdy, przy stanie 21:24 wszyscy myśleli, że w pierwszym secie zwyciężą policzanki, publiczność zgromadzona w hali na własnej skórze przekonała się czym są prawdziwe siatkarskie emocje. Impeki, poświęcając się absolutnie, tworząc monolit nie do przebicia, konsekwentnie gromadziły kolejne punkty, by ostatecznie zwyciężyć 26:24. Kropkę nad "i" postawiła Julia Szczurowska, atakując delikatnie ale z fantazją. Orbita wybuchła.

 

Od tego momentu nie było już we Wrocławiu faworytów. Były dwie równorzędne ekipy, ze swoimi ambicjami, świadome swoich słabych i mocnych stron. Z pomysłem na grę i głodne zwycięstwa. Każdy punkt jednej ekipy powetowany był stratą kolejnego, jeden uciekał, drugi gonił. I tak przez cały czas. Co prawda sety numer 2 i 3 należały do policzanek, ale różnice były znikome - oba sety wrocławianki przegrały do 22 ale tak naprawdę, wygrywać mógł każdy. Kto popełnił jeden mały błąd mniej, kto lepiej przeczytał zamiary w kluczowej akcji, zwyciężał kolejne sety.

 

Czwartia partia była, o dziwo, zupełnie inna. Impelki zasnęły, jakby nie pojawiły się na początku na boisku i pozwoliły Chemikowi zaszaleć - zaszaleć na tyle, by policzanki zbudowały przewagę aż 8 punktów. I znowu czekało nas zaskoczenie - Impelki nie dość, że się obudziły, to obudziły się na tyle skutecznie, że zwyciężyły w czwartym secie 25:21 i doprowadziły do tie-break'a. Tie-break'a, który rozgrywany był w tak już dobrze znany nam z tego meczu sposób - punkt za punkt, oko za oko, do samego końca. Na nieszczęście dla wrocławskich kibiców, ten wielki spektakl zakończył się nieznacznym zwycięstwem zespołu z Polic. Dzięki punktowi w tabeli wrocławianki nie pozwoliły reszcie stawki na ucieczkę i wciąż mają szansę na walkę o pierwszą część tabeli. Kolejny mecz we Wrocławiu najprawdopodobniej Imepki rozegrają 6. stycznia. Data będzie jeszcze potwierdzana.

 

 





Facebook

Jesteśmy na Facebooku fb

Twitter

Jesteśmy na Twitterze tw
 

Instagram

Zobacz nas na Instagram in