Nasza strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o ich funkcji oraz możliwości dokonania zmian w Twojej przeglądarce.
Korzystając z http://www.impelwroclaw.pl wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij


Aktualności

Ilona Gierak: W Impelu są zawodniczki, które wiedzą czego chcą od życia i zmierzają w dobrym kierunku

22.04.2018 Autor: Aleksandra Mielczarek

Ilona Gierak w 2017 roku dołączyła do zespołu Impel Wrocław, w którym od razu objęła funkcję kapitan zespołu. O swojej karierze, pomysłach na plan "B", miłości do zwierząt i drużynowym DJ-u opowiada w wywiadzie Aleksandry Mielczarek.

Od zawsze interesowałaś się siatkówką czy pasja przyszła z czasem?
Na zajęcia z piłki siatkowej chodziłam już od podstawówki, więc zaczęłam dość wcześnie. Na początku traktowałam to jedynie jako zabawę i nawet nie przyszłoby mi do głowy, że w przyszłości stanie się to dla mnie sposobem na życie. Także dopóki nie podpisałam swojego pierwszego profesjonalnego kontraktu, a było to chyba w wieku 18 lat, to zupełnie nie sądziłam, że moje życie potoczy się w ten sposób. 


Ten pierwszy kontrakt był z Białegostoku, który w tamtym czasie jeszcze znajdował się w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Tak, dokładnie. Po maturze otrzymałam propozycję gry w AZS-ie Białystok. Miałam też ofertę od Gwardii Wrocław, a w tamtym czasie jej trenerem był Rafał Błaszczyk, natomiast drugim – Robert Kupisz, który kiedyś trenował mnie w Węgrowie. Nie zdecydowałam się jednak na grę w dolnośląskim zespole, bo Gwardia była wówczas w pierwszej lidze. A skoro miałam propozycję gry w ekstraklasie, to stwierdziłam, że takiej szansy się po prostu nie odrzuca.


Historia zatacza koła, jak widać, bo w końcu trafiłaś do Wrocławia. I zostałaś tu od samego początku wrzucona na głęboką wodę, bo jesteś kapitanem. Wasz zespół jest złożony w dużej mierze z bardzo młodych zawodniczek. Czy to duża odpowiedzialność dla ciebie? Jak Wam się gra?
Ten sezon to na pewno nowy bagaż doświadczeń dla mnie. Po raz pierwszy w drużynie jestem najstarszą zawodniczką, na początku dziwnie się z tym czułam. Dotychczas w klubach byłam raczej jedną z młodszych dziewczyn, a tu taka zmiana. Dodatkowo funkcja kapitana. Oczywiście miałam obawy, czy aby na pewno jestem odpowiednią osobą na to stanowisko, czy sobie poradzę. Ciężko jest mi ocenić siebie samą, czy spisuję się jako kapitan. Tu pasowałoby zapytać moje  koleżanki z zespołu albo trenera. Natomiast jeśli chodzi o ekipę to rzeczywiście – mamy dość dużo młodych dziewczyn. Jednak są to zawodniczki, które wiedzą, czego chcą od życia i myślę, że zmierzają w dobrym kierunku. Są ambitne i pracowite. Każda z nas wie, jaka jest jej rola i dobrze się dogadujemy. 


Masz za sobą grę w wielu zespołach. Co zazwyczaj decydowało o zmianie klubu?
Wybierając klub zawsze na pierwszym miejscu kierowałam się tym, czy będę w nim grać. W tych, w których dobrze się czułam, a także inni byli zadowoleni z mojej postawy, to po prostu zostawałam na dłużej. Trzy lata spędziłam w Białymstoku, po dwa w Legionowie i Toruniu. W Muszynie miałam mało szans gry, dlatego też zostałam tam tylko rok. Oczywiście, jeden sezon w tak dobrym klubie i z tak doświadczonymi zawodniczkami, od których można się wiele nauczyć i podpatrzeć, jest w porządku. Natomiast na dłuższą metę siedzenie na ławce to na pewno nie jest dobre wyjście dla zawodnika, zwłaszcza w młodym wieku. Z drugiej strony jednak myślę, że 2-3 lata w jednym klubie to wystarczający czas. Zmiana miejsca i otoczenia zawsze daje nowy impuls do działania. Nowe cele i wyzwania są potrzebne, by nie popaść w rutynę.


Jest jakiś klub, w którym czujesz się całkowicie „u siebie”? Czy raczej zmieniasz miejsca i szybko się aklimatyzujesz?
Myślę, że nigdy nie miałam problemów z aklimatyzacją i z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, ale oczywiście są takie kluby, do których wracam myślami z dużym sentymentem. I jest to na pewno wspomniany wcześniej Białystok. Mimo że z organizacją tam różnie bywało, to jednak zostałam 3 sezony, bo po prostu dobrze się tam czułam. Zawsze z sentymentem będę wspominać tamto miejsce. Tak samo Toruń. Byłam tam dwa lata, ale na pewno pozostanie w mojej pamięci, ma swoje stałe miejsce gdzieś w moim sercu. Poza tymi jest też wiele innych miejsc, które będę wspominać bardzo dobrze. 


A sezon spędzony we Francji?
Teraz, patrząc z perspektywy czasu to żałuję, że zostałam tam tylko rok. Bo naprawdę wspaniale wspominam tamten okres! Mieszkałam na obrzeżach Cannes, przy samej plaży, to było wręcz wymarzone miejsce do życia! Sportowo również byłam bardzo zadowolona, dobra drużyna, wymagający trener. Klub robił co mógł, byśmy miały wszystko czego potrzebujemy, by dobrze przygotować się do meczu. Teraz się pojawia pytanie: To czemu wyjechałaś, skoro było tak super? Dostałam propozycję gry z Muszyny. W tamtym czasie był to klub, który bił się o medale. Zawsze chciałam zagrać w klubie, który stawia przed sobą wysokie cele. Poza tym tęskniłam już i za rodziną, i za krajem, więc powiedziałam sobie: „No dobra, fajnie było, jeden sezon za mną, dużo rzeczy zobaczyłam, wspaniałych ludzi poznałam, ale pora wracać”. Jednak jestem taką osobą, która jest ogromnie związana z rodziną, a jej strasznie mi brakowało.


Dlaczego akurat Francja?
Dostałam taką propozycję. Nie miałam też wtedy zbyt dużo czasu do namysłu, a gdy dowiedziałam się, że ten klub leży na Lazurowym Wybrzeżu, to naprawdę długo się nie zastanawiałam. Od razu widziałam oczami wyobraźni mieszkanie przy plaży, ciepełko, przepiękne widoki i inne tego typu przyjemności. Również sportowo uważam, że to był dla mnie dobry rok. Po pierwsze, cały sezon grałam, a to było dla mnie bardzo ważne. Po drugie, nasza drużyna była złożona z zawodniczek praktycznie z całego świata, bo jeśli chodzi o Francuzki, to miałam w zespole tylko dwie. Cała reszta to Kolumbijka, Włoszka, Brazylijka, Serbka. To była szansa, żeby poznać ciekawych ludzi, ich kultury i po prostu zobaczyć jak to jest za granicą.


Zatrzymam się jeszcze przy tej Francji na chwilę. Czy jest duża różnica w mentalności, sposobie organizacji między polską a francuską siatkówką?
Ja osobiście tego nie zauważyłam. Ale to może dlatego, że w moim klubie miałyśmy naprawdę dobre warunki i organizację. Na mecze latałyśmy samolotem, ale było to spowodowane głównie tym, że odległości między miastami były naprawdę ogromne – 1000 km i więcej.

Tak samo jak w Polsce, jechało się dzień przed meczem, spało w hotelu. Naprawdę było tam profesjonalnie. Poza tym sportowo też wszystko było w porządku. W  naszej drużynie występowały dwie dziewczyny grające wcześniej we włoskiej Serie A. Trenerem był Włoch, dosyć surowy i bardzo wymagający, ale jego system pracy się sprawdził, bo zdobyłyśmy Federal Cup.  Liga francuska jest na dobrym poziomie, na ligowych parkietach można spotkać zawodniczki z całego świata, które prezentują naprawdę wysoki poziom. Polskim siatkarkom też polecałabym się tam wybrać.


Potrzeba odwagi?
Tak, zdecydowanie potrzeba odwagi! Jednak naprawdę każdemu bym polecała wyjazd za granicę. Jak sobie prywatnie rozmawiam z koleżankami, to wszystkim mówię, że jeśli tylko mają szansę, żeby wyjechać, to niech się nawet nie zastanawiają. To jest ogromna szansa, by zobaczyć coś innego, spróbować czegoś nowego i poznać jak to jest tak naprawdę na obczyźnie. Każdemu polecam taką przygodę!


W wywiadzie z 2015 r. mówiłaś, że zaczynasz myśleć nad „planem B”. Jak jest teraz?
Nie mam już osiemnastu lat i niestety jestem już chyba bliżej końca kariery zawodniczej. Wiadomo, że coraz częściej o tym myślę. Chyba każdy rozsądny człowiek zawsze ma jakiś plan awaryjny. Zresztą też wydaje mi się, że w życiu zawsze trzeba mieć jakiś „plan B”, dlatego że sport bywa przewrotny i zdradliwy. Wystarczy jedna kontuzja. W zeszłym sezonie miałam operację kolana i też przychodziły mi do głowy różne myśli. Może już nie będę wracać do sportu, może to jakiś znak, że trzeba skończyć, może trzeba sobie znaleźć inny cel w życiu. Myślę, że od zawsze gdzieś tam z tyłu głowy miałam taką myśl, że siatkówka nie będzie mi towarzyszyć przez całe życie. Ukończyłam studia i mam jakieś pomysły w głowie na przyszłość, ale na chwilę obecną jeszcze się na tym nie koncentruję. Dopóki mogę i zdrowie mi pozwala, to gram. 


Myślisz o rodzinie?
Oczywiście. Jestem osobą bardzo rodzinną i sama w przyszłości też chciałabym mieć rodzinę, dzieci. Z upływem czasu coraz częściej o tym myślę, bo już lada chwila będę mieć 30 lat. Jak to brzmi?!, a to jest przecież naturalna kolej rzeczy. Tak, szczęśliwa i kochająca rodzina ma swoje honorowe miejsce na mojej liście marzeń.


Jakie masz podejście do życia? Jesteś typem marzycielki czy raczej realistką?
Zdecydowanie jestem osobą, która twardo stąpa po ziemi i na pewno nie bujam w obłokach. Oczywiście każdy ma w życiu jakieś marzenia, i ja na pewno też, ale daleko mi do myślenia o nierealnych rzeczach. Raczej wolę mieć określony cel i dążyć do niego zamiast marzyć o niebieskich migdałach. Mogę więc odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością, że marzycielką nie jestem.


Z twojego instagrama można wyczytać, że twoja największa miłość to zwierzęta i… kawa. 
Zwierzęta na pewno! A z tą kawą to różnie bywa, bo zdecydowanie – jeśli mam sobie w domu zrobić kawę to tego nie robię. Staram się pić jej jak najmniej, ale za to jak wychodzę z moimi koleżankami na obiad, śniadanie, czy mamy jakiś ranek wolny od treningów i się wybierzemy razem na miasto to owszem, wtedy tak, skuszę się na jakąś dobrą kawę. W domu natomiast nigdy jej nie przyrządzam. Nawet przyznam się, że nie mam jej w domu! Kiedy przychodzą do mnie znajomi, to z góry mówię, że kawy nie mam, ale za to zawsze w szafce mam tonę słodyczy.
Zwierzęta kocham! Mam psa, który, szczerze mówiąc, od dwóch lat jest u moich rodziców. Wszyscy znajomi się ze mnie śmieją, że nie jest mój, skoro mieszka w Węgrowie. Aż wstyd się do tego przyznać, kupiłam sobie psa, którego zostawiłam rodzicom! Kiedy już ta cała przygoda z siatkówką się skończy i wrócę na stałe do Warszawy, to Leopold, bo tak się wabi mój pies, będzie w końcu ze mną. Teraz jest to raczej niemożliwe ze względu na grę, treningi, wyjazdy. Musiałabym go podrzucać znajomym albo zostawiać gdzieś u obcych ludzi, więc dla niego też by to było dość niekomfortowe. 


Pupilek na pewno zmniejsza u ciebie poziom stresu, ale skoro nie masz go na co dzień, to co robisz, żeby się odstresować na przykład przed meczem? 
Mam swoje pewne rytuały. Na przykład zawsze przed meczem muszę się zdrzemnąć, tak około godziny. Gdy gramy u siebie, to mam stałe menu na obiad (tak na marginesie jest to łosoś). Także muszę przyznać, że mam swoje małe przedmeczowe „dziwactwa”. Zawsze zakładam też ten sam top. Niby nie jestem przesądna, a jednak jak wygrywamy i coś mi przynosi szczęście, to się tego trzymam.


Muzyki też słuchasz przed wyjściem na parkiet?
Różnie, naprawdę różnie. W tym sezonie raczej nie, jednak muzyka towarzyszy nam za każdym razem. Jest to zasługa Igi, która jest takim naszym klubowym DJ-em i zawsze przed meczem puszcza jakieś kawałki. Oczywiście mamy swoje ulubione drużynowe hity, które lecą zawsze przed wyjściem na boisko. 


Lubisz również męską siatkówkę? A może interesujesz się innymi sportami?
Ostatnimi czasy męskiej siatkówki oglądam trochę mniej, natomiast jeszcze kilka lat temu byłam na bieżąco ze wszystkim. Skra Bełchatów to był mój ulubiony klub, a Mariusz Wlazły – ukochany zawodnik. Oglądałam wszystkie mecze zarówno w Lidze Mistrzów, jak i te plusligowe. Teraz jest to trochę trudniejsze, bo też gramy w weekendy albo akurat jesteśmy w autokarze i po prostu nie ma możliwości. Śledzę naszą ligę, jak najbardziej, i jak tylko uda się jakiś mecz obejrzeć, to na pewno z chęcią to robię. Lubię Skrę, lubię też Jastrzębski Węgiel. Uważam, że męska siatkówka jest naprawdę widowiskowa i super się ją ogląda. 
Jeśli chodzi o inne sporty to czasem obejrzę piłkę nożną (nawet naszą ligę polską). Może nie jestem jakąś zagorzałą fanką footballu, ale kibicuję Legii. Warszawa jest bliska mojemu sercu, poza tym mam w tym klubie znajomych, za których po prostu trzymam kciuki. „Sen o Warszawie" śpiewany przez 30 tysięcy ludzi na stadionie to coś pięknego! Mieszkając w Toruniu polubiłam żużel i koszykówkę. Zarówno jedna, jak i druga dyscyplina w tym mieście są na bardzo wysokim poziomie, dlatego też kiedy tylko była chwila wolnego to korzystałam z okazji. We Wrocławiu nie udało mi się jeszcze wybrać na żużel, ale sezon dopiero się zaczął, więc kto wie?


W tym roku, jak już wcześniej wspomniałaś, obchodzisz okrągłe urodziny. Czego byś sobie życzyła?
Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia!


W takim razie tego ci życzę!

 





Facebook

Jesteśmy na Facebooku fb

Twitter

Jesteśmy na Twitterze tw
 

Instagram

Zobacz nas na Instagram in